16 kwietnia 2014

na resztę musieli zapracować sami.



Tydzień temu byłam u dentysty. W poczekalni czekał mój mąż. O mąż? Troje dzieci? o 14 lat razem? No mało kto w dzisiejszych czasach osiąga taki wyniki. 
Ładna z was para. A dzieci ile mają lat? O to tak młodo Pani wygląda. Niesamowite. Myślałam że jest Pani o 10 lat młodsza. Ale taki mąż przystojny to i kobieta się musi postarać. 
Gratuluję, gratuluję. Teraz trochę zaboli. Proszę przygryźć i potrzymać 5 minut. I już wypuszczamy Panią do męża. I jeszcze raz największe gratulacje. I nie jeść co najmniej godzinę. 

10 kwietnia 2014

Instagram




Zapraszam was do śledzenia  onamasile  na Instagramie. Tam nasza codzienność.

Uwielbiam te szybkie, krótkie zdjęcia zebrane w jednym miejscu. A w dodatku mogę je wam pokazać, i to też lubię :) 

Możecie nas śledzić na
www.inastagram.com/onamasile 



 poniżej kilka zdjęć właśnie z instagramu


9 kwietnia 2014

nasze niebo



Kocham podziwiać spokój dnia. Rower rzucony pod drzewem. Spacer wkoło osiedla.
Rzuconą szklankę na dywanie. W kontakcie najpiękniejszy zapach bergamotki. Firanki tańczące w rytm dziecięcego śmiechu. I psa ciągle szukającego okazji do ucieczki. Nawet tego psa wtedy uwielbiam. 

Kocham momenty kiedy nie muszę się nigdzie spieszyć. Wtedy mam czas by zrobić mnóstwo zdjęć, oddychać szczęściem, naklejać plasterek na zdarte kolano.  A na każde pytanie, najbardziej dziwaczne odpowiadać ze spokojem. I słuchać cierpliwie opowieści o kolejnej kłótni z koleżanką. 
A na obiad może być mrożona zapiekanka. 

1 kwietnia 2014

jak zawsze



Czasem jak usiądę w fotelu i popatrzę w okno na roześmiane moje dzieci przeskakujące przez murek to serce aż boli z nadmiaru szczęścia. A czasem jak usiądę w fotelu i patrzę w to samo okno to czuję, że świat się wali. 
Zdecydowanie z emocjami u mnie różnie. Może to źle, może to dobrze. Wrażliwości na świat mi nie brakuje. Za to brakuje mi czasem łez. 
I miejsca w sobie by pomieścić wszystko nad czym chciałabym się choć odrobinę zatrzymać. 
I brakuje mi sił czasem. Na stawianie czoła. Na to by mimo wszystko. Na to by na przekór. Wbrew. 
I nadziei, której zabraknąć nigdy nie powinno, bo ona jest jak powietrze potrzebna przecież.
No przecież. 

29 marca 2014

szminka tuż obok filiżanki z kawą




Restauracja. 
Tutaj w USA restauracje są przepełnione. Śniadanie, lunch, obiad, kolacja.. wiecznie pełno ludzi. 
Na stolik czekaliśmy około godziny. 
Tylko ja i on. Już nie pamiętam kiedy byliśmy gdziekolwiek tylko ja i on. 
Było to w drodze skądś dokądś więc nie wyglądałam jak zwykle lubię wyglądać w restauracji. 
Ja stek a Ty? Ty znów owoce morza? Matko jak można to jeść?! Tak, tak wiem że od lat to samo ciągle powtarzam.
Zobacz jaka śliczna kobieta siedzi przy tym stoliku naprzeciwko... z osiemdziesiąt lat ma co najmniej. 

23 marca 2014

Zmiana



Od 15 marca możecie przeczytać mój tekst w marcowym numerze magazynu ZMIANA. 
Tekst był już publikowany wcześniej (kwiecień 2013 - "Idę z podniesioną głową" ) na blogu. 
Ale kto go nie czytał lub chciałby przeczytać po raz drugi, proszę zajrzeć do ZMIANY.

Oprócz mojego artykułu jest tam wiele innych, bardzo ciekawych. Wszystkie dotykają jednego tematu - "napisz siebie od nowa" - czyli ogólnie pojętej zmiany. 

20 marca 2014

LIFE PICKED












Przyszła do mnie tamtego dnia i zapytała: 
"Pamiętasz jak to, co się teraz dzieje miało swój początek w naszym dzieciństwie? Ja zaczynałyśmy w piwnicy od sprzedawania żelowych dżdżownic?"

Oczywiście, że pamiętam. 
Każdą chwilę. I jak poszłyśmy do sklepu na przeciwko kościoła kupić te żelkowe dżdżownice i pająki. Potem jak dzieliłyśmy je na małe kawałeczki by sprzedaż była bardziej owocna, jak budowałyśmy ladę, i jak wyliczałyśmy ceny i rozpoczęłyśmy handel w piwnicy bloku nr 4 w Grajewie. 
I bardzo dobrze pamiętam Panią Chrzanowską, która nasz handel wywęszyła i przegoniła gdzie pieprz rośnie. 
I to, jak potem jadłyśmy niesprzedane żelki, aż było nam niedobrze. 

4 marca 2014

pomidorówka z gwiazdeczkami



Nigdy nie wiesz dokąd doprowadzi Cię zrealizowane marzenie. Czy przekraczając granicę spełnienia zastaniesz po drugiej stronie to, czego oczekiwałaś. 
Jedno z moich marzeń właśnie się spełnia. Jestem nim całkowicie pochłonięta. Dziś o godzinie 2 po południu przypomniało mi się, że nie jadłam śniadania. Dziś też moja córka zapytała mnie, "ile dni" jeszcze będę taka zajęta bo ona czeka, że w kota pogramy sto razy a nie jeden raz i to szybko. I dziś też rozpłakałam się słysząc te słowa. Po raz kolejny. I po raz kolejny zadałam sobie pytanie, czy właśnie tego chciałam?

21 lutego 2014

pewnie i tak niewiele zmienię tym postem..



Pisząc ten blog od ponad roku nigdy tego nie żałowałam. Nigdy nie przyszło mi na myśl by go wykasować, by już nie pisać, by przestać robić to, co tak uwielbiam. 
Nie będę  wam tu dzisiaj opisywać co ten blog we mnie rozpoczął, co mi przyniósł, czym obdarował.  Bo jednym zdaniem mogę powiedzieć, że rozpoczął we mnie piękną część życia, której do tej pory nie znałam. 
Uwielbiam pisać. Dla siebie. Dla was. Dla wszystkich, którzy po ciężkim dniu zasiadają do komputera i klikają "Ona ma siłę".
Uwielbiam te momenty gdy piszę, pielęgnuję zdjęcia, tekst….i publikuję te swoje poukładane w zdania myśli. 

14 lutego 2014

Man of the Year

Na małej, odległej od wszystkiego wsi. Wsi, na której był tylko jeden sklep, jeden strumyk i jeden rozsypujący się przystanek autobusowy. No i oczywiście PGR. Na tej wsi wychował się mój Tata. Wychował się, dojrzał i w końcu wyprowadził do miasta. Małego podlaskiego miasteczka. Gdzie był więcej niż jeden sklep. Był kościół, poczta i pewnie nawet księgarnia. 
Długo tam jednak miejsca nie zagrzał. Od kiedy pamiętam, on wiecznie gdzieś gnał. Ciągle przyglądał się życiu i wykorzystywał wszystkie swoje zmysły by to życie sobie i nam polepszyć. 
Handlował dywanami, złotem, pracował przy wyrobie drewna. Zawsze miał głowę pełną pomysłów.