19 sierpnia 2014

pod koniec


Dni wakacji mijają. Upał w dzień. Chłód wieczorem. Myśli się ciężej niż jesienią. Widzi się dobitniej. Jakby endorfinami. Chce się więcej, choć ten upał. Ale wiadomo, że jesienią będzie chciało się mniej więc tak na zapas się chce. 
I przeżywa się bardziej te resztki lata. 
I dziś pomyślałam, że resztki są zawsze najważniejsze. I że to bez sensu. Mocniej uwielbiać czy doceniać coś bo zaraz tego nie będzie? 
Ale co zrobić... człowiek jest tak skonstruowany, że jak ma czegoś dużo to o tym nie myśli. Myśli, jak już się coś kończy. I wtedy nachapać się nie może. I wtedy mu mało. No mało, mało, jak do głowy mu przychodzi piękno pod koniec. 

I niby każdy z nas ma kontrolę. Nad życiem. Nad sobą. Nad radością i rozpaczą. A nad głupim latem mieć ciężko. Jak się człowiek pokapował pod koniec sierpnia, że tyle jeszcze się chce zobaczyć, przeżyć, zwiedzić... a tu już tornistry czas pakować i drewno do kominka zamawiać. 

Żeby tylko jesień umieć od samego początku widzieć jak pod koniec. 



Nasze zdjęcia z Atlantic City, New Jersey. 





















iwona wisniewska

14 sierpnia 2014

somewhere over the rainbow










Tragizm człowieka pesymisty polega na tym, że cokolwiek mu powiesz, jakiekolwiek argumenty przedstawisz, on nigdy nie postara się zrozumieć,
bo on swoje wie,
bo jemu nie zdarzają się przecież piękne momenty, 
bo to życie takie jest jakie jest. I pod górę ciągle. I nie ma co nawet zaczynać szukać szczęścia, bo przecież w jego przypadku niemożliwe jest znaleźć. 
Bo inni nic nie wiedzą o życiu. Nic nie rozumieją. Bo oni tylko umieją mu dokopać tymi swoimi mądrościami. Pogrążyć. Zdołować. 

5 sierpnia 2014

pół sekundy





Te krótkie, wyrywkowe momenty. 
Pomiędzy łzami dziecka wsiąkającymi w mój nowy sweter a kulką loda, która właśnie wypadła. 
Pomiędzy nerwowym ponaglaniem i szybkim gryzem gofra. 
Pomiędzy racją i jej brakiem. 
W momencie gdy jednej znikają łzy, druga pocieszona, trzeciej wytłumaczyłam...

21 lipca 2014

Siostry



Biegną, krzyczą, wyrywają sobie włosy.
Mama, ona to. Mama ona tamto. 
Płaczą, kopią, wyrzekają się pokrewieństwa. 
Nienawidzę Cię. Jesteś głupia. Wolałabym, żeby Ciebie nie było.
Leżą na podłodze waląc piętami i wrzeszcząc w konwulsjach.
Jeszcze mnie popamiętasz. Nie daruję Ci. Zobaczysz!
Wpadają do kuchni blade, czerwone, purpurowe. W złości, słabości, i rozpaczy.

Siostry.

15 lipca 2014

America full of happiness fighters



Mój tata wyleciał do USA kiedy miałam 7 lat. To były trudne chwile. Ciągle wierzyłam, że kiedyś wróci. Dostawałam paczki z pomarańczami, cytrynami, szynkami i zabawkami. I listy z włożonymi pomiędzy strony dolarami. Chodziłam co jakiś czas na zakupy do Pewexu i kupowałam pachnące mydełka, perfumy i lalki. Ale ciągle wierzyłam, że on kiedyś wróci. 
Losy człowieka jednak układają się bardzo różnie. Są tacy co wyjeżdżają i wracają. Mój tata nie wrócił nigdy. Ale to nie była decyzja Taty, to była wspólna decyzja moich rodziców. Jestem pewna, że zrobili co mogli, byśmy z bratem nie odczuli tego rozstania. I ja do niedawna jeszcze byłam przekonana, że to się udało. Ale dziś wiem, że odczułam to znacznie. Wszystko to ze mnie wychodzi do dziś. Ale to już zupełnie inna historia. I z pewnością nie na dziś. 

11 lipca 2014

W tym tygodniu...



















W tym tygodniu codzienność przeplotła się z niecodziennością. 
I tak też dziś na blogu - zwykłe dni przecięte dużym przyjęciem.
A że przyjęcie było bez dzieci, to nie wiadomo było co zrobić z aparatem, bo jakoś tak jest, że od zawsze zdjęcia robi się dzieciom... więc ja ten aparat zostawiłam w kącie ale przechwycił go mąż i zrobił mi chyba ze 100 zdjęć. Oj nie pamiętam kiedy tak mnie fotografował intensywnie ;)

5 lipca 2014

2



Gdzie mama? gdzie mamaaa?
No jak to gdzie? mama pisze...
Ostatnia konwersacja moich córek. Mama pisze. 
Nie sądziłam, że kiedykolwiek spełni się akurat to moje marzenie. Że będę pisać. I że przede wszystkim ktoś mnie będzie czytać.
Bo kochać coś robić to jedno. A mieć odbiór to zupełnie co innego.
I powiem wam szczerze, że bez tego odbioru nie wiem czy byłabym spełniona w swojej pasji. 
Bo niby człowiek nie powinien na takiej podstawie budować swojej przyszłości, to jednak ogromnie ważne jest to, by ktoś inny widział, reagował, od czasu do czasu powiedział coś miłego. Bo to szalenie motywuje. Dodaje skrzydeł.

27 czerwca 2014

Washington DC



Dla mnie i mojego męża nigdy dzieci nie były przeszkodą w poznawaniu świata. I zupełnie nie rozumiem rodziców, którzy czegoś nie robią, z czegoś rezygnują, a nie rezygnując na każdym kroku narzekają....bo dzieci. 
Dużo w życiu jestem w stanie zrozumieć, ale tego nie rozumiem. I też tego, że ktoś mi powie - ale Twoje dzieci są inne, to co innego z Twoimi a z moimi.  .....  Że jak?? Że moje, to nie płaczą? nie krzyczą? nie kłócą się? nie drą się na cały głos że głodne i że jak nie dam jedzenia to zadzwonią na 911? 

22 czerwca 2014

życie



Życie. To, dokładnie które posiadam. To, w którym otwieram rano oczy i szukam kapci stopami po omacku. 
W którym popsuł się zlew, odpadła korona z zęba, zachorowała Babcia, nakrzyczała jedna na drugą.
To, od którego dużo oczekuję. 
To, w którym nie bije się dzieci. Czyta się książki o hospicjum, miłości i o biedronce, która zgubiła się w drodze do domu. 
Życie moje. W którym można wykrzyczeć żal jak jest się wściekłym. Jeść bigos po dwudziestej pierwszej. I mieć argumenty. 

12 czerwca 2014

mój róg sofy



Oglądamy amerykański serial wczoraj wieczorem. Koniec. Wyłączamy telewizor. Rozmawiamy jeszcze chwilę. Ja biorę wodę, telefon i idę na górę. On przegląda gazetę. W połowie schodów mnie woła. Schodzę.
Wyjeżdżamy - słyszę. 
Na weekend tylko. Nic wielkiego. Zwykła wycieczka weekendowa. 
Jak ja tak uwielbiam! Kocham. Czekam na to nieświadomie. Takie spontaniczne - choć pojedziemy tu.. tam... gdziekolwiek.